ElKis/Sępica
El.Kis: W marcu jak w garncu
Życie w nowoczesności nie jest łatwe, ale przecież pamiętamy: starsze pokolenia także psioczyły, że za ich czasów to było ho! ho! i rwały włosy z głowy, że świat schodzi na manowce
To znana, i nie do uniknięcia, ułomność demokracji: bardziej widoczne są gusta szerokich mas, niż gusta elit. Jest to odczuwalne już na poziomie tzw. komunikacji społecznej, czyli w rozmowie. Wyjście z sytuacji jest jedno: oddzielać ziarno od plew, czyli szerokim łukiem omijać tych, z którymi rozmowa, z racji prostactwa językowego, przyprawia o ból głowy.
Życie uliczne atakuje wulgaryzmami. Naród polski, szczególnie ten rodzaju męskiego, napakowany tężyzną poniżej mózgu, używa kilku brutalnych określeń na wszelkie zjawiska swego bujnego życia emocjonalnego. W tym natarciu językowego gnojowiska na k.., p… i j… nagle spada z nieba urocze ekstremum: list, podpisany: „całuję rączki” ! Przysłany przez nadawcę, który nie tylko nie jest w wieku naszego dziadka, ale spokojnie mógłby być naszym wnukiem!
Poczekalnia lekarska to miejsce stałych już, niestety spotkań pokolenia 50+. Czekają ludzie zbolali, umartwieni, nieszczęśliwi. Ale zawsze znajdzie się osoba, która musi ogłaszać wielkim głosem, że ona ma za złe! Komu? Wszystkim. Od rejestratorki, przez lekarza, przepisy, rząd, na Tusku skończywszy. Tym razem niebywała energia wskazywała, że owa jedyna sprawiedliwa będzie jątrzyć do upadłego. Ale przy kolejnym hałaśliwym ataku padło w jej kierunku pytanie: a jakie są pani propozycje na rozwiązanie tej okropnej sytuacji? Nastała cisza. Na konstruktywne propozycje energii już nie starczyło.
Poczekalnia społeczna, w której onegdaj stali czarnoskórzy i kobiety, teraz stoją osoby homoseksualne. Do skrzynki na listy wrzucono mi kartę przeciwko związkom partnerskim, bo są one ” ideologią, która dąży do prawnej degradacji małżeństwa i rodziny”. Ki diabeł? Ja się pytam, dlaczego związek mego sąsiada z jego partnerem ma zagrozić mojemu heteroseksualnemu małżeństwu? Czy, jeśli oni będą mieli papier, którego teraz nie mają, to będą mieli legalne prawo degradować mi małżeństwo i podrywać mego starego? Tak jak podrywa go ta mężatka z góry?
Życie w nowoczesności nie jest łatwe, ale przecież pamiętamy: starsze pokolenia także psioczyły, że za ich czasów to było ho! ho! i rwały włosy z głowy, że świat schodzi na manowce. Więc naszym, chyba już ostatnim życiowym wyzwaniem powinien być gest Kozakiewicza: nie damy się porwać tej epidemii cierpiętnictwa i z tego okropnego – oczywiście! – świata odbierajmy co się da. Właśnie dlatego, gdy wchodzę do środka komunikacji ulicznej i wiem, że nie wytrzymam na stojąco do swojego przystanku, przybieram najsłodszy z uśmiechów i zwracam się do najmłodszego siedzącego pasażera: najmocniej przepraszam, czy byłby pan tak uprzejmy i ustąpił mi miejsca? Zawsze ustępują! A jakie przy tym mają miny! Warto sprawdzić, polecam.
W tym marcowym garncu warto wrzucić na luz i pójść na film „Hitchcook”. Bo jest przezabawny. Bo jest świetnie zrobiony. Bo nie można nie zobaczyć Antoniego Hopkinsa, jakiego dotąd nigdy i nigdzie nie widzieliśmy. I jeszcze - tu niespodzianka – bo jest to film feministyczny. Zwróćcie uwagę na konstrukcję roli żony Hitchcocka i na ostatnią scenę filmu.
Elżbieta Kisielewska
foto: Alicja Kozłowska
PS. Dla Agnieszki Holland wielkie brawa. Mądrych i odważnych Polek potrzeba nam teraz nie mniej, niż onegdaj potrzeba było matek-Polek.
Ilustracja www.sxc.hu / spekulator
Życie uliczne atakuje wulgaryzmami. Naród polski, szczególnie ten rodzaju męskiego, napakowany tężyzną poniżej mózgu, używa kilku brutalnych określeń na wszelkie zjawiska swego bujnego życia emocjonalnego. W tym natarciu językowego gnojowiska na k.., p… i j… nagle spada z nieba urocze ekstremum: list, podpisany: „całuję rączki” ! Przysłany przez nadawcę, który nie tylko nie jest w wieku naszego dziadka, ale spokojnie mógłby być naszym wnukiem!
Poczekalnia lekarska to miejsce stałych już, niestety spotkań pokolenia 50+. Czekają ludzie zbolali, umartwieni, nieszczęśliwi. Ale zawsze znajdzie się osoba, która musi ogłaszać wielkim głosem, że ona ma za złe! Komu? Wszystkim. Od rejestratorki, przez lekarza, przepisy, rząd, na Tusku skończywszy. Tym razem niebywała energia wskazywała, że owa jedyna sprawiedliwa będzie jątrzyć do upadłego. Ale przy kolejnym hałaśliwym ataku padło w jej kierunku pytanie: a jakie są pani propozycje na rozwiązanie tej okropnej sytuacji? Nastała cisza. Na konstruktywne propozycje energii już nie starczyło.
Poczekalnia społeczna, w której onegdaj stali czarnoskórzy i kobiety, teraz stoją osoby homoseksualne. Do skrzynki na listy wrzucono mi kartę przeciwko związkom partnerskim, bo są one ” ideologią, która dąży do prawnej degradacji małżeństwa i rodziny”. Ki diabeł? Ja się pytam, dlaczego związek mego sąsiada z jego partnerem ma zagrozić mojemu heteroseksualnemu małżeństwu? Czy, jeśli oni będą mieli papier, którego teraz nie mają, to będą mieli legalne prawo degradować mi małżeństwo i podrywać mego starego? Tak jak podrywa go ta mężatka z góry?
Życie w nowoczesności nie jest łatwe, ale przecież pamiętamy: starsze pokolenia także psioczyły, że za ich czasów to było ho! ho! i rwały włosy z głowy, że świat schodzi na manowce. Więc naszym, chyba już ostatnim życiowym wyzwaniem powinien być gest Kozakiewicza: nie damy się porwać tej epidemii cierpiętnictwa i z tego okropnego – oczywiście! – świata odbierajmy co się da. Właśnie dlatego, gdy wchodzę do środka komunikacji ulicznej i wiem, że nie wytrzymam na stojąco do swojego przystanku, przybieram najsłodszy z uśmiechów i zwracam się do najmłodszego siedzącego pasażera: najmocniej przepraszam, czy byłby pan tak uprzejmy i ustąpił mi miejsca? Zawsze ustępują! A jakie przy tym mają miny! Warto sprawdzić, polecam.
W tym marcowym garncu warto wrzucić na luz i pójść na film „Hitchcook”. Bo jest przezabawny. Bo jest świetnie zrobiony. Bo nie można nie zobaczyć Antoniego Hopkinsa, jakiego dotąd nigdy i nigdzie nie widzieliśmy. I jeszcze - tu niespodzianka – bo jest to film feministyczny. Zwróćcie uwagę na konstrukcję roli żony Hitchcocka i na ostatnią scenę filmu.
Elżbieta Kisielewska
foto: Alicja Kozłowska
PS. Dla Agnieszki Holland wielkie brawa. Mądrych i odważnych Polek potrzeba nam teraz nie mniej, niż onegdaj potrzeba było matek-Polek.
Ilustracja www.sxc.hu / spekulator
Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.