Weranda literacka

Może ...

   Może to dlatego, że wychowałam się w czasach największego rozkwitu wrocławskiej sceny teatralnej.  Okres mojej młodości przypadł na najlepsze lata Teatru Pantomimy Henryka Tomaszewskiego, Teatru Laboratorium Jerzego Grotowskiego czy Teatru  Polskiego  we Wrocławiu, gdzie od roku 1965 do 1971 królowali Krystyna Skuszanka i Jerzy Krasowski.  W owym czasie do Wrocławia przyjeżdżał też, z gościnnymi występami, Teatr Stary z Krakowa.  To wtedy podziwiałam grę Jana Nowickiego, Jerzego Stuhra, Teresy Budzisz - Krzyżanowskiej w "Biesach" i "Nocy listopadowej" w reżyserii Andrzeja Wajdy.

    Wrocławski Teatr Pantomimy to ewenement na skalę światową. Stworzony przez Henryka Tomaszewskiego genialnego  wizjonera , jednego z najwybitniejszch artystów polskich i światowych  drugiej połowy XX wieku. Stworzył nową formę sztuki scenicznej zwaną "teatrem ruchu". Zaczął od małych form, ale już w 1970 r.  wystawił "Odejście Fausta" wg. J.W. Geothego, potem "Gilgamesza" i wiele innych po "Menażerię Cesarzowej Filissy" czy "Przyjeżdżam jutro". W spektaklach grali niezapomniani : Danuta Kisiel - Drzewińska, Paweł Rouba, Marek Oleksy, Janusz Pieczuro i wielu innych znakomitych tancerzy. Spektakle były niezwykłymi opowieściami, w których ruch, mimika, kostiumy odgrywały wiodącą rolę, ale niezwykła była też muzyka, która towarzyszyła widzom jeszcze w kuluarach. Tomaszewskiego inspirowały nie tylko taniec i ruch, ale też literatura, malarstwo, mity światowej kultury: Fausta, Orfeusza czy Pana Twardowskiego. Recenzje w prasie całego świata były pełne słów uznania, padały określenia "arcydzieło". Ówczesna władza dała mu carte blanche na wyjazdy więc jeździł ze spektaklami po całym  świecie i wszędzie były sale wypełnione po brzegi i owacje na stojąco.  Żaden teatr w dzisiejszej Polsce nie może o tym nawet pomarzyć. Tomaszewski wystawiał je też na deskach Teatru Polskiego we Wrocławiu, jego "mieście osobistym" , jak mawiał. I wtedy mogłam te czarowne, o niezwykłej urodzie spektakle oglądać. Niektóre po dwa, trzy razy.

    Może to dlatego, że będąc kinomanką wychowałam się na najlepszych filmach, dzisiaj zaliczanych do czołówki światowego kina. Lubię wszystkie gatunki filmowe i z równym zachwytem oglądam "Ojca Chrzestnego" Coppoli, "W samo południe" Zinnemanna,  "Nóż w wodzie" Polańskiego, "Do utraty tchu" Godarda czy "Django" Tarantino. Filmy Felliniego, Viscontiego, Chabrola czy Bergmana były obowiązkowe dla mojego pokolenia.

    Może to dlatego, że zawsze dużo czytałam. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że przeczytałam wszystkie arcydzieła literatury polskiej i światowej, chociaż z racji mojego wieku i wykształcenia byłoby to możliwe. Po prostu czasami styl pisarza mi nie odpowiadał, czasami tematyka, może w niedobrym czasie (zbyt wcześnie) chciałam je przeczytać. Nie przeczytałam i chyba nie przeczytam znakomitego przecież "Ulissesa", żadnego utworu Myśliwskiego pomimo wielu prób i wielu innych powieści. Ale z zachwytem "Sto lat samotności" Marqueza, "Mistrza i Małgorzatę" Bułhakowa, "Filary ziemi" Folletta, "Księgi Jakubowe" Tokarczuk, wszystkie powieści Elżbiety Cherezińskiej i mnóstwo innych. Właściwie jestem bardzo wdzięczną czytelniczką.

    Może właśnie dlatego, że tak długo żyję i wiele widziałam, potrafię odróżnić rzeczy dobre od złych , piękne od brzydkich, cenne od tanich. Ale też to, że długo żyję powoduje, że niełatwo mnie zachwycić.  To co oglądam w najnowszych filmach, czytam w książkach wydaje mi się wtórne. Bo ileż razy można powielać scenę z bohaterem zaglądającym w wizjer, z którego pada strzał prosto w oko zaglądającego, albo bohatera wysiadającego z samochodu, którego zabija przejeżdżające obok   auto - wyrywając drzwi, albo scena gdy bohater zbliża się do końca dachu czy urwiska i nagle przed nim wylatuje z dołu helikopter. Przypomnijcie sobie w ilu  filmach już to widzieliście.

Na półkach bibliotek przemieszały się tzw. czytadła, czy romanse typu Harlequin z klasyką  literatury. Zawsze istniała literatura typu popularna, ale zawsze była oddzielona od pozostałej. Teraz wszystko jest przemieszane. Bierzesz powieść współczesnego, nieznanego ci jeszcze pisarza i znajdujesz w niej knajacki język, wyrazy, których używała kiedyś najgorsza żulia. Czasami odnoszę do biblioteki nie przeczytane książki. Na szczęście współczesne pisarstwo też może być świetne, bo gdy przeczytałam "Króla" Szczepana Twardocha - to zaniemówiłam.

     Wiem, że rankingi najlepszych dzieł literackich, najlepszych aktorów, filmów bardzo  różnią się  między sobą, i to dowodzi jak trudno obiektywnie ocenić i wycenić dorobek kulturalny pokoleń. Ważne abyśmy wśród powodzi filmów, wydawnictw, programów TV znaleźli tę cząstkę, która będzie nam się po prostu podobała.

    Często to, co teraz oglądam, czy to w TV, czy w teatrach, jest paskudne, obsceniczne, głupie, obraźliwe, a w najlepszym razie nijakie. I jak tu żyć, czym karmić swoje ciągle niezaspokojone poczucie piękna. Postanowiłam sobie, że teraz będę oglądać filmy, programy, sztuki, czytać książki wzbudzające we mnie pozytywne uczucia estetyczne, prowokujące do optymistycznego patrzenia na człowieka i jego dokonania.

 Zastanawiałam się jak spuentować ten tekst aby był weselszy, ale usłyszałam, że może niech będzie zgryźliwy i ponury, bo czasami musi być smutno, żeby później mogło być wesoło.

No i niech tak zostanie.
Ewa Semków

Warto przeczytać inny tekst Autorki
https://www.kobieta50plus.pl/pl/weranda-literacka/wroclawski-biskupin-moja-nostalgia

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Dagmara 26/01/2023, 18:32

    Ewo, z niezwykłym zainteresowaniem przeczytałam Twój tekst. Zgadzam się w stu procentach! Nie szukaj żadnych wytłumaczeń, żadnego może! Czytaj i oglądaj to co Ciebie interesuje i bądź wierna sobie.
    Pamiętam czasy, gdy chodziłam na Konfrontacje filmowe, zamiast na wykłady to do kina, bo akurat były o tej samej godzinie, ach było pięknie :).
    Życie jest kolorowe i pełne sprzeczności, i ogólnie rzecz biorąc kultura też taka jest!
    Pozdrawiam, D.

  • Iwona Zmyslona 04/01/2023, 19:46

    Mieszkałam we Wrocławiu 19 lat, ale w Teatrze Pantomimy niestety nie byłam. Spostrzeżenia na temat sztuki i kultury, są bardzo trafne, co czyni ten artykuł szalenie wartościowym. Kiedyś ubolewałam, że nie przeczytałam najwybitniejszych dzieł literatury, nie obejrzałam najlepszych filmów czy sztuk. Dzisiaj mam swoich ulubionych pisarzy, którzy kształtują moje gusta. Serdecznie pozdrawiam Autorkę tekstu i komentujących.

  • Isabel 20/09/2022, 23:10

    Świetny artykuł, dziękuję za przypomnienie tego czasu, to była prawdziwa sztuka. Dzisiaj niestety kultura w pełni słowa zubożała a wraz z nią sztuka, nie tylko teatralna czy filmowa.
    Telewizji już od kilku lat nie oglądam, wyszukuję w internecie koncerty czy widowiska muzyczne. Wiem, że to nie to samo... ale pragnę też piękna i estetyki w sztuce i sama decyduję co chcę oglądać. Wulgaryzmu i przemocy... nie trawię.

    Moją młodość spędziłam we Wrocławiu i miałam możliwość, bywania na spektaklach Teatru Pantomimy. Ta forma sztuki i balet była zawsze preferowana przeze mnie.
    Szczególnie utkwiło mi w pamięci "Odejście Fausta".
    Och! co to był za wspaniały czas... tylko wspominać.

  • Ewa Radomska 20/09/2022, 7:32

    Ja też jako była wrocławianka miałam okazje oglądać prawie wszystkie premiery Teatru Pantomimy Henryka Tomaszewwskiego. Z aktorów zachwycał mnie zawsze Stefan Niedziałkowski, pięknie zbudowany z dłuższymi jasnymi włosami i Paweł Rouba - przeciwieństwo urody Niedziałkowskiego - ciemny, zmysłowy. Kiedyś widziałam w Rynku Pana Henryka Tomaszewskiego jak wyszedł z Baru Mlecznego, już był mocno wiekowy, lekko przygarbiony, obcierał usta chusteczką.. Nie mogłam się nadziwić, że tak wieki artysta tak skromnie wygląda. A potem po Jego śmierci była wystawa w Muzeum Miejskim i było troszkę rzeczy osobistych - w tym zegarek, Zawsze jakoś ogromnie wzruszają mnie zegarki po tych którzy odeszli - zatrzymały ich czas i chociaż "chodzą" dla nich już nigdy nie "idą".
    Święta racja - literatura, film karleją. Może dlatego, że tak łatwo teraz przez komputery, kamery, pisać, filmować - chce się poruszyć czytelnika czy kinomana efektami specjalnymi poprzez wulgaryzm albo straszenie strasznymi wypadkami - ale to nie tędy droga... Dusza potrzebuje delikatności, głębi, odkrywczej myśli - a to mogą dać tylko najlepsi.
    Świetny artykuł!
    Serdecznie pozdrawiam