Weranda literacka

Pamiętam moje dzieciństwo

Zawsze, gdy mi smutno, kiedy dopadają mnie troski, którym nie potrafię zaradzić, szukam pocieszenia w świecie, którego już nie ma.
Zamykam oczy i przenoszę się do krainy mojego szczęśliwego dzieciństwa. Mama, Tato, Babcia i Dziadek, moja młodsza Siostra. Atmosfera  akceptacji, spokoju i  miłości… Są tam parterowe domki z ogródkami, pełnymi kwiatów,  życzliwi sąsiedzi, do których można było się zwrócić o pomoc. Widzę lato, słońce, które grzeje, ale nie dokucza, nie ma upałów. Zimą śniegu mnóstwo. W lecie kąpiele w rzece Warcie albo jeziorze Rusałka, zimą sanki, łyżwy. Pory roku przychodziły po kolei - po zimie było przedwiośnie, potem wiosna, lato, złota jesień, jesień późna.
Latem, po ulewie zostawały kałuże, po których my dzieciaki uwielbialiśmy boso biegać. Do domu wracało się wieczorem, latem później niż zimą. Warzywa i owoce rosły przed domem, smakowały wyśmienicie. Babcia hodowała kurki, były więc jajka i mięso. Do garnka trafił też kogut, którego się bałam, bo gdy jesienią Babcia wypuszczała kury żeby wyjadły resztki nasion i robaki a ja wracałam ze szkoły, rzeczone ptaszysko wskakiwało mi na głowę, dziobiąc gdzie popadnie. Nie wiem, dlaczego na mnie się uwziął, ale nie było mi żal, gdy poszedł na rosół.
Babcia była zaradna, potrafiła wiele, gotowała, piekła pyszności, robiła na drutach skarpety i rękawiczki. Była przy nas, gdy Rodzice pracowali. Dziadek pobożny, modlił  się z nami – z moją siostrą i  ze mną każdego dnia, rano i wieczorem, przed i po jedzeniu, głośno i nie było od tego wymówek. Obydwoje Dziadkowie sporo przeszli, wrócili z Westfalii, gdzie Dziadek był górnikiem, w 1918, kiedy Polska odzyskała niepodległość. Mieli pięcioro dzieci, dwoje najmłodszych urodziło się w już w  wolnej Polsce. Przeżyło Dziadków tylko  dwoje - moja Mama i Wujek.
Potem druga wojna światowa i to już doświadczenie moich Rodziców także, Ojca, jako żołnierza września 1939, później jeńca i robotnika  przymusowego Trzeciej Rzeszy. Mamy,  która wraz i innymi poznaniakami przeżywała  trudne chwile pod okupacją hitlerowską. Moje dzieciństwo przypadło na lata pięćdziesiąte.
Było dość skromnie, jeżeli chodzi o warunki bytowe, ale Mama potrafiła wytworzyć atmosferę dostatku, czy to jeśli chodzi o jedzenie, czy o nastrój w rodzinie. Była pogodna, z poczuciem humoru, w domu panował spokój i zgoda. Z Ojcem były wyprawy do lasu, nad jeziora, nad Wartę.
Lubiłam szkołę podstawową, nauka przychodziła mi łatwo. Dobrze wspominam koleżanki i kolegów z tamtych lat.
W liceum już trzeba było solidnie pracować, aby zasłużyć na dobre oceny. Nauczycieli wszystkich wspominam z sympatią, było kilka dobrych koleżanek do wspólnych zabaw i psot i paru nieznośnych chłopaków, których się bałam.
Jeden zgrzyt zapamiętałam - rok 1956, miałam wtedy 9 lat, gdy w  mieście wybuchły tak zwane „wypadki poznańskie”, jak je określała władza, czołgi na ulicach, strzelanina, bunt ludzi z powodu zbyt wysokich cen żywności. Mieszkaliśmy w dzielnicy Wilda, niedaleko Zakładów im . Hipolita Cegielskiego – wtedy im. Stalina, gdzie robotnicy protestowali. Był strach, dorośli bali się kolejnej wojny, my dzieci też.
Ale pamiętam moje dzieciństwo jako oazę spokoju, akceptacji ze strony Rodziców i Dziadków. Było na pewno skromnie materialnie, ale nie było biedy. Wszyscy w okolicy mieli podobnie, toteż nie było podziału na dziewczynki lepiej i gorzej ubrane. W szkołach obowiązywały fartuszki granatowe z białymi kołnierzykami, chłopców obowiązywały bluzy  też atłasowe i z białymi kołnierzykami.
Ojciec kupował nam  książki „W pustyni i w puszczy” było pierwszą lekturą, którą samodzielnie na głos przeczytałam w wieku siedmiu lat. Później była Sienkiewicza „Trylogia”,”Quo vadis”, powieści Londona, Coopera, Curwoode’a a także Fiedlera. Weszłam w świat przygody i podróży i bardzo mi się to podobało.
Czytanie pozostało jako  ulubiony sposób spędzania przeze mnie wolnego czasu.  Ukończyłam  studia polonistyczne. A to wszystko miało początek w dzieciństwie, dzięki Tacie,  który kupował nam, dzieciom, książki. Sam zresztą sporo czytał.
Kiedy skończyłam szkolę podstawową przenieśliśmy się całą rodziną do mieszkania w bloku. Wtedy była radość z wygodnej łazienki i prysznica. Ale zabrakło ogródka  i tamtych sąsiadów… brakowało mi koleżanek i kolegów z którymi dorastałam. Podwórka nie było , za to w pobliżu było prześliczne Jezioro Maltańskie, wtedy jeszcze otoczone gęstymi zaroślami, cel długich moich spacerów .
Przeprowadzałam się jeszcze dwa razy, już jako mężatka, ale zawsze w obrębie miasta Poznania.
Z dzieciństwa wspominam dobrze kolonie nad morzem, wczasy zakładowe z Rodzicami w górach i nad morzem.
Idealizujemy dzieciństwo, bo to czas względnej beztroski, dla większości z nas. Są niewątpliwie ludzie, którzy przeżyli jako dzieci krzywdy, tragedie i nie mają w pamięci tej bezpiecznej przystani, jaką jest dom rodzinny, z kochającymi się ludźmi.

Dom to przede wszystkim Rodzina i to co nas wiąże  z najbliższymi,  model życia, który potem kontynuujemy w naszej dorosłości.  Wszyscy z nas  mają też trochę przykrych wspomnień z dzieciństwa, ale z biegiem lat te gorsze wspomnienia bledną, a zostają te, które grzeją serce w niepogodę.

Zdzisława Wenska

Tekst pt.: "Pamiętam moje dzieciństwo" autorstwa Zdzisławy Wenske przesłany został na konkurs literacki „Mój dom, moje dzieciństwo".  

Więcej informacji o konkursie https://www.kobieta50plus.pl/pl/weranda-literacka/wyniki-konkursu-literackiego

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Zdzisława Wenska 17/11/2022, 19:45

    Bardzo dziekuję za miłe komentarze. Rzeczywiście , pozytywny przykład życia dany nam przez rodziców i ogólnie, członków rodziny, wpływa na umiejętność pokonywania przez nas trudności życiowych, poczucie sensu istnienia i zdolność do miłości , życzliwość i wiarę w ludzi .
    Pozdrawiam Panie serdecznie

  • Iwona Zmyslona 13/11/2022, 12:17

    To co zawsze podziwiałam u ludzi, którzy przeżyli wojnę , czy to jako dorośli czy jako dzieci, to hart ducha. Nie załamywały ich najtrudniejsze nawet chwile. Ciężka praca, poczucie humoru i dbałość o jedność wielopokoleniowej rodziny, było charakterystyczne dla tych ludzi. Widać to również w tym wspomnieniu, pełnym ciepła, miłości do najbliższych i życzliwości dla innych. Opowiadanie Zdzisławy pokazuje, że mając nawet niewiele, można być szczęśliwym. Mam nadzieję, że Jej dorosłe życie też takie jest i tego życzę z całego serca.

  • Czytelniczka 11/11/2022, 14:01

    Bardzo pogodne, ciepłe wspomnienia. Najlepiej takimi właśnie je z dzieciństwa zachować, niech będą podporą kiedy w dorosłym życiu naprawdę nieraz zaczynają się "schody"...
    Gratuluję i serdecznie pozdrawiam

  • Isabel 05/11/2022, 20:39

    To prawda, że dzieciństwo wiąże się z kręgiem rodzinnym, dziadkami, rodzicami, rodzeństwem i dalszymi krewnymi. W dzieciństwie mocniej czuje się te więzi, potem gdy stajemy się dorośli nawał obowiązków zaczyna przygniatać, zakładamy rodziny i znów mamy nowe koligacje rodzinne. Ale tak naprawdę Rodzina jest najważniejsza i trzeba pielęgnować te więzi.
    Dziękuję za wspomnienia, przypomniały mi wydarzenia z 1956 roku, siedziałam dwa dni w pociągu pod Poznaniem, na szczęście byłam ze starszą siostrą, jechałyśmy na kolonie letnie nad morze.