Zdrowie 50 plus

Na zakrętach życia cz. 5

Mercedes mimo apatycznego nastroju chciała, żebym był przy niej i jej nieustannie towarzyszył. Zaczęła mnie, a może samej sobie, opowiadać zdarzenia z ostatnich lat. Trochę chaotycznie, ale większość faktów zgadzała się z relacjami księdza. Trzymała mnie za rękę 
i powtarzała:

– To ty zwróciłeś mi moje życie, to ty mnie uratowałeś. Proszę cię, nie odchodź...

Nigdzie nie zamierzałem odchodzić, lecz ta sytuacja zmieniła całkowicie moją rolę w tym domu. Sam byłem w głębokiej rozterce i zastanawiałem się, co będzie dalej. Spędziłem tu miłe miesiące, prawie pół roku, towarzysząc i opiekując się nią. Lecz gdy dojdzie do siebie i wróci do pełni życia, czy będzie mnie jeszcze potrzebować? Teraz... tak, bo jest bezbronna, jeszcze nie oswoiła się ze przeszłością. Lecz potem, co potem? Przywiązałem się do niej i czasem miałem uczucie, że jest mi bliska z tą swoją samotnością, zagubieniem 
i bezradnością. Była takim samym rozbitkiem życiowym jak ja. Jaką rolę pełnię w jej życiu? Nic nas do tej pory nie łączyło, poza codziennością i malarstwem. Musiałem być jednak dla niej ważny i jej potrzebny, bo nie pozwalała mi oddalić się od siebie.

 

Pod wieczór przyjechał ksiądz Jan, uścisnęła go serdecznie i dziękowała, że przez te lata się nią opiekował. Zostawiłem ich samych, byłem tym wszystkim tak zmęczony, że nie miałem sił towarzyszyć im w rozmowie. Zasnąłem od razu, spałem chyba niespokojnie. Dziwne rzeczy śniły mi się tej nocy, Mercedes tonąca w oceanie i ja ratujący ją, potem moja żona Maria wyrzucająca moje rzeczy z mieszkania na ulicę i jeszcze jakieś inne bezsensowne sceny.

 

Poranek był piękny i taki zapowiadał się też dzień. Mercedes biegała po mieszkaniu i szykowała śniadanie, aż wierzyć mi się nie chciało, że to ta sama osoba, z którą tu byłem od prawie pół roku. Była pogodna i uśmiechnięta, pomimo minionej wysokiej gorączki 
i przeżyć ostatnich dni. Chciałem ją natychmiast wyręczyć, ale mi nie pozwoliła. Siedliśmy w trójkę do śniadania. Ksiądz Jan wyglądał na zmęczonego po tych nocnych rozmowach z Mercedes. Zaproponował jej, aby poddała się terapii psychiatrycznej, lecz ona nie chciała 
o tym słyszeć. 

– Moim terapeutą jest Feliks, on przywrócił mi pamięć i jego tu potrzebuję. Ksiądz Jan popatrzył na mnie, jakby chciał zapytać, czy nas coś więcej łączy. Nie zareagowałem. Mercedes dalej udowadniała, że żadna psychoterapia nie zastąpi mnie i ja muszę tu zostać, aby z nią razem malować. Ksiądz żegnał się z nami, prosząc Mercedes, żeby przezwyciężyła lęk i wsiadła na prom, aby go odwiedzić na Teneryfie. Obiecała, że go wkrótce zjawimy się 
u niego razem.

 

                                                                      ***

 

Czasem w życiu jest jak w kalejdoskopie, obraz się zmienia nie do poznania. Tak też stało się w momencie, gdy Mercedes odzyskała pamięć. Teraz patrzyliśmy na siebie innymi oczami, ja byłem dla niej mężczyzną, a ona dla mnie kobietą. Byliśmy sobie bliscy, lecz zarazem dalecy. Przez te pół roku wytworzyła się między nami więź przyjaźni i zaufania. Byliśmy jak para dobrych dawnych przyjaciół lub jak stare małżeństwo troszczące się nawzajem o siebie. Lecz czuło się i z mojej, i z jej strony jakieś napięcie emocjonalne. Trudno mówić tu o szalonych uczuciach, jak się już skończyło sześćdziesiąt lat, raczej w tym wieku nic takiego się nie przydarza. Lecz marzyło mi się... Oj, marzyło!

Pragnąłem, aby Mercedes którejś nocy przyszła do mnie, marzyłem, że położy się obok i będzie się ze mną kochać. Myśli te, choć brutalnie co noc odrzucałem jako niemożliwe, wciąż wracały jak bumerang, bo i wciąż pragnąłem jakiegoś zbliżenia. Leżałem i nasłuchiwałem, czy z korytarza nie dobiegają jej kroki. Zasypiałem z tym marzeniem i miałem wrażenie, że we śnie mi się to spełniało.

Bałem się, że Mercedes pozna moje myśli i marzenia. Było mi wstyd, kiedy rano mnie pytała, czy dobrze spałem, czy coś miłego mi się śniło. Uciekałem wtedy przed nią wzrokiem, zapewniając, że to była dobra i spokojna noc. Nasze wspólne codzienne życie było piękne. Rano po śniadaniu oboje malowaliśmy, albo na tarasie, o ile pogoda pozwalała, albo w dużym salonie, który z czasem stał się naszą pracownią. Podziwiałem Mercedes, jej lekkość pędzla, malowała szybko, ale starannie. Jej obrazy miały wspaniałe czyste barwy, były radosne, malowała nowoczesne pejzaże graniczące z abstrakcją. Moje przeciwnie, były bardzo realistyczne, przytłoczone barwami ziemi, brązami, zieleniami i żółcią. Wspólne malowanie dawało nam obojgu wiele radości. Chodziliśmy na długie wędrówki po krętych, pnących się dróżkach, wspinaliśmy się po skałach lub schodziliśmy do stromych wąwozów. Lubiła te nasze wycieczki po wyspie i przypominała sobie dawne czasy. 

 

Któregoś dnia zaproponowałem Mercedes spacer na plażę i do starego portu Hermigua. Widziałem rezerwę na jej twarzy, ale się zgodziła:

– Kiedyś i tak muszę tam pójść – powiedziała. Podczas spaceru była milcząca, ale wzięła moją dłoń i trzymała ją kurczowo. Czułem, jak bardzo przeżywa ten spacer. Gdy znaleźliśmy się na plaży, wybuchła płaczem i wtuliła się w moje ramiona. 

– Przychodziliśmy tu z Benem często i tu właśnie z tego starego portu udaliśmy się jachtem na wycieczkę. Tu się nasze wspólne życie zaczęło i tu się zakończyło.

Długo siedzieliśmy na kamieniach, wpatrując się w ocean, który z minuty na minutę zmieniał swoje barwy, daleko na horyzoncie widniał wyraźny zarys Teneryfy. 

– Tam musimy popłynąć do księdza Jana... popłyniemy? – zapytała, patrząc na mnie.  

– Chcę mu podziękować, że przysłał mi ciebie, bo bez ciebie, Feliksie, nie stałabym się znów sobą. Żyłabym tu, nie wiedząc, kim naprawdę jestem. – Objęła mnie mocno i powiedziała: 

– Kocham cię, Feliksie, i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie…

– Mercedes, ja też marzę, aby być z tobą, śnisz mi się po nocach.

– Wiem, bo czuję to, czuję, jak rano na mnie patrzysz – odparła, uśmiechając się.

 

Nasze ramiona mocno się splotły, usta zbliżyły się do siebie i zastygliśmy w pocałunku. W tej jednej chwili moje życie zaczęło się od początku, byłem szczęśliwy jak sztubak zakochany pierwszy raz w życiu.

 

 

Izabella Degen 

                                                                                                                                                                    koniec 

 

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.