Lisa Gutowska
Barbara Śliwonikowa
Galeria Portretów – ukochana poety
Ona miała 32 lata. On ponad 20 więcej. Ona pracowała w pionie administracyjnym Związku Literatów. On był już sławnym poetą. Roman Śliwonik miał pozycję w literackim świecie i opinię nieco rozwichrzonego. Lubił alkohol, romanse. Ona była pełna entuzjazmu. Widywali się, mieli wspólnych znajomych, świetnie im się rozmawiało. Dopiero pewne nieplanowane spotkanie na Starym Mieście zmieniło ich relacje.
Choć poeta nie stał się nagle wzorem cnót, Basia wspomina – wiedziałam, że jestem dla niego numerem 1. I on stał się dla mnie najważniejszy. Nie miało znaczenia co mówili ludzie. Zaczęła się moja wielka miłość i wielka życiowa przygoda.
Nigdy nie odczułam, że Roman jest ode mnie starszy. Był tak pełen życia, ciekawości wszystkiego. Ze mną zaczął chodzić po górach. Jeździliśmy razem na grzyby. Zaraziłam go miłością do Włoch i podróżowaliśmy razem. Powstał nawet cykl włoskich wierszy. On miał naprawdę świetne geny. Do tego talent, inteligencję, wiedzę. Mogłam go podziwiać, co było wielką codzienną przyjemnością. Każda kobieta mnie zrozumie, że to wspaniałe uczucie być dumną ze swojego męża. A równocześnie nie czułam się w tym związku mniej ważna, głupsza, zależna. Roman był impulsywny, ale nie przytłaczał mnie. Miałam wrażenie, że nawzajem czerpiemy ze swoich osobowości, to co najlepsze. Mimo oczywistych różnic, dopełnialiśmy się, byliśmy partnerami. Może sprawiła to miłość. Miłość, jakiej życzę każdej kobiecie, bo czułam się naprawdę kochana. I nie tylko o to chodzi, że pisał dla mnie wiersze, ale przy nim byłam po prostu szczęśliwa. Nie mieliśmy dzieci, ale w naszym świecie było miejsce tylko na nas dwoje. Co nie znaczy, że zamykaliśmy się domu. Towarzyszyłam mężowi w literackich podróżach, w jego bujnym życiu towarzyskim. Poznawałam ciekawych ludzi. Dostałam od życia 20 wspaniałych lat.
A potem Roman zachorował na stwardnienie boczne. Straszna postępująca choroba. 5 lat patrzyłam jak mój ukochany pomału odchodzi. Z tego 3 lata mógł oddychać tylko przy pomocy respiratora. Nie zgodziłam się umieścić go do szpitala. Mieliśmy szczęście trafić na świetnego, życzliwego lekarza, który nauczył mnie się obsługi medycznych urządzeń i nie odstępowałam męża.. To było wielkie wyzwanie, ale nie poświęcenie z mojej strony.. Każdy dzień z człowiekiem, którego kochałam, który kochał mnie, był wart rezygnacji ze wszystkiego innego. A jemu należały się najlepsze warunki, jakie tylko mogłam stworzyć.
Prawie trzy lata temu Roman Śliwonik umarł. Zostały tomy wierszy, pamięć przyjaciół i ciągle piękna wdowa, która ma przed sobą jeszcze długie lata życia.
- Najgorsze minęło – opowiada. - Mogę już o tym mówić, jakoś zorganizowałam sobie życie. Ale pustka mieszkania jeszcze nie jest do końca oswojona. Pracuję na niepełny etat, kończę kolejne szkolenia dla przewodników, co zawsze było moją pasją, oprowadzam wycieczki. To mnie zmusza do dbania o siebie, o dobry wygląd. Utrzymuje w formie intelektualnej. Kontakt ze środowiskiem literackim też mi dużo daje. Tu spotykam ludzi z poglądami, stylem życia podobnymi do Romana. Nie czuję się wśród nich obco. Pochlebiają mi ich komplementy, zainteresowanie. Jestem kobietą. Kiedy myślę realnie, wiem, że nawet nie mam prawa oczekiwać od losu drugiej tak wielkiej miłości, że znów stanę się dla kogoś numerem jeden. Dostałam przecież ogromnie dużo. Ale może dlatego nie potrafię zadowolić się czymś mniej. A życie bez miłości jest niepełne. Nie chcę być zgorzkniałą, smutną, rozżaloną panią w coraz poważniejszym wieku. Straszyć ludzi zaniedbanym wyglądem, mówić tylko o tym co było, nie rozwijać się. Wiem, że Roman chciałby mnie wiedzieć szczęśliwą i smakującą życie. Mam rodzinę, przyjaciół, najmilszego na świecie kota i właściwie czekam na cud, bo po tym co miałam i straciłam, zostały najpiękniejsze wspomnienia i wieczna tęsknotę. za miłością.
Wysłuchała Lisa Gutowska
Zdjęcie z archiwum prywatnego, autor Maciej Sztuczyński
Choć poeta nie stał się nagle wzorem cnót, Basia wspomina – wiedziałam, że jestem dla niego numerem 1. I on stał się dla mnie najważniejszy. Nie miało znaczenia co mówili ludzie. Zaczęła się moja wielka miłość i wielka życiowa przygoda.
Nigdy nie odczułam, że Roman jest ode mnie starszy. Był tak pełen życia, ciekawości wszystkiego. Ze mną zaczął chodzić po górach. Jeździliśmy razem na grzyby. Zaraziłam go miłością do Włoch i podróżowaliśmy razem. Powstał nawet cykl włoskich wierszy. On miał naprawdę świetne geny. Do tego talent, inteligencję, wiedzę. Mogłam go podziwiać, co było wielką codzienną przyjemnością. Każda kobieta mnie zrozumie, że to wspaniałe uczucie być dumną ze swojego męża. A równocześnie nie czułam się w tym związku mniej ważna, głupsza, zależna. Roman był impulsywny, ale nie przytłaczał mnie. Miałam wrażenie, że nawzajem czerpiemy ze swoich osobowości, to co najlepsze. Mimo oczywistych różnic, dopełnialiśmy się, byliśmy partnerami. Może sprawiła to miłość. Miłość, jakiej życzę każdej kobiecie, bo czułam się naprawdę kochana. I nie tylko o to chodzi, że pisał dla mnie wiersze, ale przy nim byłam po prostu szczęśliwa. Nie mieliśmy dzieci, ale w naszym świecie było miejsce tylko na nas dwoje. Co nie znaczy, że zamykaliśmy się domu. Towarzyszyłam mężowi w literackich podróżach, w jego bujnym życiu towarzyskim. Poznawałam ciekawych ludzi. Dostałam od życia 20 wspaniałych lat.
A potem Roman zachorował na stwardnienie boczne. Straszna postępująca choroba. 5 lat patrzyłam jak mój ukochany pomału odchodzi. Z tego 3 lata mógł oddychać tylko przy pomocy respiratora. Nie zgodziłam się umieścić go do szpitala. Mieliśmy szczęście trafić na świetnego, życzliwego lekarza, który nauczył mnie się obsługi medycznych urządzeń i nie odstępowałam męża.. To było wielkie wyzwanie, ale nie poświęcenie z mojej strony.. Każdy dzień z człowiekiem, którego kochałam, który kochał mnie, był wart rezygnacji ze wszystkiego innego. A jemu należały się najlepsze warunki, jakie tylko mogłam stworzyć.
Prawie trzy lata temu Roman Śliwonik umarł. Zostały tomy wierszy, pamięć przyjaciół i ciągle piękna wdowa, która ma przed sobą jeszcze długie lata życia.
- Najgorsze minęło – opowiada. - Mogę już o tym mówić, jakoś zorganizowałam sobie życie. Ale pustka mieszkania jeszcze nie jest do końca oswojona. Pracuję na niepełny etat, kończę kolejne szkolenia dla przewodników, co zawsze było moją pasją, oprowadzam wycieczki. To mnie zmusza do dbania o siebie, o dobry wygląd. Utrzymuje w formie intelektualnej. Kontakt ze środowiskiem literackim też mi dużo daje. Tu spotykam ludzi z poglądami, stylem życia podobnymi do Romana. Nie czuję się wśród nich obco. Pochlebiają mi ich komplementy, zainteresowanie. Jestem kobietą. Kiedy myślę realnie, wiem, że nawet nie mam prawa oczekiwać od losu drugiej tak wielkiej miłości, że znów stanę się dla kogoś numerem jeden. Dostałam przecież ogromnie dużo. Ale może dlatego nie potrafię zadowolić się czymś mniej. A życie bez miłości jest niepełne. Nie chcę być zgorzkniałą, smutną, rozżaloną panią w coraz poważniejszym wieku. Straszyć ludzi zaniedbanym wyglądem, mówić tylko o tym co było, nie rozwijać się. Wiem, że Roman chciałby mnie wiedzieć szczęśliwą i smakującą życie. Mam rodzinę, przyjaciół, najmilszego na świecie kota i właściwie czekam na cud, bo po tym co miałam i straciłam, zostały najpiękniejsze wspomnienia i wieczna tęsknotę. za miłością.
Wysłuchała Lisa Gutowska
Zdjęcie z archiwum prywatnego, autor Maciej Sztuczyński











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.